BRAINDEAD to była taka jakby supergrupa (zwłaszcza z obecnej perspektywy) z Rudy Sląskiej. Nazwa wzięla się oczywiscie od kultowego filmu P. Jacksona, który namiętnie oglądalismy przy każdej okazji. Kapela istniała może ze 2 lata, zagrała 4 koncerty - 2 w "Stodole" na Halembie, w Olkuszu i w katowickim "Mega Clubie". Przez zespół przewinęło się wiele osób. Trzon stanowili - Marycha na perkusji i Czaka na gitarze. Czaka grał wczseniej w punkowym Anti Tora, później dołączył do 7 Godzin Snu (w miejsce Zmierzłego), grał też w nieodżałowanym WPZ (Wzajemna Pewnosć Zniszczenia), potem na gruzach 7GS powstał Ali Agca, który przeksztalcil się w istniejące do dzis Koyaanisqatsi. Prócz Koyaanisqatsi Czaka gra teraz też ze mną w Castecie i obsluguje gitarę w Minority. Marycha gral też w międzyczasie w ostatnim skladzie swiętochlowickiej Feminy - która w pewnym momencie byla jedną z niewielu polskich kapel all-girl. Marycha dolączyl, gdy dziewczyny nie mogly znaleźć perkusistki... niedlugo po zakończeniu dzialalnosci przez Braindead, musial opuscić nasz chory kraj, wybierając emigrację zamiast przymusowej slużby wojskowej - żandarmeria wojskowa, prokuratura i policja do dzis nachodzą jego matkę... Szkoda, bo był to swietny kumpel - niektórzy mogą go pamiętać z katowickich czad-gield czy koncertów - często mi pomagał.
W prezentowanych tu nagraniach z "Mega Clubu" (niestety nie pamietam z kim wtedy grali, nie mogę znaleźć plakatu) na basie gra Libus (Counterweight, Dywizjon 303, Impending Fear, Cries Of The Tormented), a na wokalu Twardy - wczesniej pierwszy basista Counterweight, a później wokalista w sosnowieckim new schoolowym Death Warrant. Prócz nich przez skład przewineli się m.in. mój brat Rafał (Counterweight, Dywizjon 303), Blady, Wampir, Chudy (Angel Tattoo) i może jeszcze ktos. Niestety tytuly utworów są nieznane, 2 kawalki to covery (cover DYS rozpoznać nie trudno). Jakosć raczej kiepska, ale nic innego nie zostało. Texty, które spiewal wtedy Twardy to chyba jego improwizacje (podobnie jak większa częsć utworów Death Warrant)...
Jesli chodzi o muzykę to byl to brutalny mix metalu, crusta, grind, HC, punka - bez kompromisów i melodii...
Na załączonych zdjęciach debiutancki występ Braindead w "Stodole" - tu i tam widać kilka znanych postaci...
A na tym foto nasz (7GS) koncert, z tyłu za nami Marycha (w shircie Black Flag), Twardy, Czaka i mój brat Rafał:
Ostatnie zdjęcie to nasza drużyna pilkarska FC Kista Piwa - w tym czasie często grywalimy w piłkę na Halembie - byla drużyna straight edge, punk, menelska etc. Byla wtedy ogromna zaloga w okolicy i wiele się dzialo. Kilka osób ze zdjęcia niektórzy pewnie rozpoznają od razu.
Uff, święta minęły i okazało się, że mamy jubileusz - 10 post.... Postanowiłem z tej okazji wrzucić moje wypociny, które ukazały się chyba 2 lata temu w "Pasażerze" - rzecz o moich ulubionych płytach. Nie każdy teraz czyta prasę więc dla niektórych może to być ciekawe. "Felieton" uzupełniłem o linki do stron zespołów, linki do blogów na których można zassać opisane płyty, zdjęcia i videosy opisywanych kapel. W samych opisach nic nie zmieniałem - są takie jak 2 lata temu (stąd może to i owo w międzyczasie uległo zmianie). Nie znalazłem jedynie nigdzie linków do płyty Klamydii... Miłej lektury, ściągania, oglądania i słuchania. Liczę, także że zachęcę kogoś do posłuchania czegoś ciekawego i może nawet do zakupu niektórych tytułów (można niektóre obczaić np. na Allegro)
-------------------------------------------- Komuś, kto tak jak ja kocha muzykę trudno wybrać 10 płyt. Może gdyby była to setka, to dałbym radę? Postanowiłem więc pominąć wiele pozycji bardzo oczywistych i parokrotnie już opisywanych w tej rubryce przez innych. Myślę, że trochę bez sensu rozwodzić się tutaj nad płytami takich zespołów jak Minor Threat, Bad Brains, Undertones, Agnostic Front, 7 Seconds, Ramones, DRI, Dead Kennedys, jedynka Clash, Nausea, Crass, który w sumie jest chujowy prócz pierwszej płyty, ale dzięki niemu zostałem wegetarianinem, GBH, Exploited (żartuję) itd. Nie ma tu również moich ulubieńców z The Accused ponieważ prawdopodobnie w tym numerze znajduje się wywiad z nimi i prawdopodobnie (jeśli zwyciężę z czasem i lenistwem) także mój krótki komentarz. Tak więc reasumując - uznałem, że przedstawię tu kilka pozycji bardzo ważnych dla mnie i myślę, że również dla sceny/muzyki HC/Punk. Ważnych, ale jednocześnie nieco mniej znanych lub trochę zapomnianych - taki mały zestaw edukacyjny zwłąszcza dla młodszych czytelników. Rozrzut stylistyczny jest dość spory, ale słucham po prostu wszelkich gatunków hc/punk. Niestety ostatnie lata nie przyniosły zbyt wielu rewelacyjnych płyt więc przeważają starocie. Może wynika to z tego, że w punk rocku chyba wszystko zostało już wymyślone i w tej chwili różnice polegają głównie na szczegółach produkcyjnych. Słucham oczywiście nadal setek nowych kapel, ale jakoś nie robią na mnie takiego wrażenia jak pionierzy. Miłej lektury i mam nadzieję, że zachęcę kogoś do poszukania tych pozycji.
-------------------------------------------------- WIPERS „Youth Of America” 1981 (Park Avenue Records)
Pamięć trochę zawodzi, ale prawdopodobnie jest to pierwsza punkowa płyta, jaką nagrałem sobie w całości z radia. Wtedy rzecz jasna nie kojarzyłem tego z punk rockiem. Na początku lat 80-tych w radiowej Trójce dużo fajnych płyt puszczał m.in. Piotr Kaczkowski i w swoich kultowych audycjach promował często jakieś nieznane zespoły, nie podając nawet ich nazw, a używając zamiast tego nazw grackich liter. Utwór Wipers „When It’s Over” z tej płyty to było „beta” i chyba nawet pod tą nazwą utwór zawędrował na listę przebojów Marka Niedźwieckiego. Gdy tylko płyta została po jakimś czasie puszczona w całości to ją sobie nagrałem. 6 stosunkowo długich utworów, utrzymanych w specyficznym melancholijno-depresyjnym klimacie no i główny atut tego krążka - wspaniała gra gitary, niesamowite harmonie. Na początku lat 90-tych udało mi się zdobyć winyl. Kilka lat później zaczęły za sprawą m.in. internetu docierać szersze informacje np., że byli z Portland, że w Wipers grał ktoś z Poison Idea! Potem wyszedł punkowy Tribute To Wipers, zaczeto wznawiać ich inne, także starsze od tej płyty, które okazały się bardzo dobrymi krążkami itd. Można nawet nabyć DVD, na które właśnie ostrze sobie zęby. Wyczytalem gdzieś ostatnio, że płyta powstała jako swego rodzaju odpowiedź wobec ówczesnej sytuacji na amerykańskiej scenie, kiedy to kapele punkowe nagrywały coraz krótsze i szybsze utwory. Pozdrowienia dla P.Kaczkowskiego (choć wątpię by to do niego dotarło) - dzięki któremu jako szczyl usłyszałem sporo fajnej muzyki, gdy rówieśnicy słuchali Culture Club, Madonny czy Michaela Jacksona. Być może dzięki temu jestem teraz w tym miejscu.
ANGRY SAMOANS “Back From Samoa” 1982 (Bad Trip Records) Pierwszy raz usłyszałem ich chyba w radiu, w audycji Tomka Ryłko. Urzekli mnie od razu. Prosty bardzo chwytliwy hardcore punk z charakterystycznymi pissed-off, snotty wokalami (nie znajduję dobrego polskiego określenia…). Muzyka osadzona w punkowej tradycji Avengers, Germs czy nawet Ramones, ale mająca charakterystyczny hardcore’owy szlif, charakterystyczny dla wczesnych lat sceny HC. Chyba każdy zna, niekoniecznie nawet kojarząc to z AS ich kawałek „Lights Out” (od tego kawałka zaczerpnęłą też nazwę dość znana obecnie ekipa old school z Californii), coverowany do dziś przez setki kapel, a płyta zawiera jeszcze inne znane hity „Gas Chamber” czy „They Saved Hitler’s Cock”, a właściwie każdy numer to klasyka. Wszystko podane na wesoło, bez patosu, zaangażowania, cynicznie i z jajem. Z braku miejsca na inne krążki niech Anry Samoans będzie reprezentantem innych wspaniałych kapel z Californii, z tamtych lat - ADOLESCENTS, BAD RELIGION, BATTALION OF SAINTS, DEAD KENNEDYS, DICKIES, AGENT ORANGE, BLACK FLAG, TSOL, CIRCLE JERKS czy YOUTH BRIGADE. Płyta wielokrotnie wznawiana, więc w miarę łatwa do zdobycia. W zasadzie wszystkie inne krążki AS są warte przesłuchania.
ANGRY SAMOANS WWW ANGRY SAMOANS MYSPACE ANGRY SAMOANS "Back From Samoa" LP ----------------------------------------- BLITZ “Voice Of A Generation” 1982 (No Future Records) Nagrałem sobie tą płytę z radia w audycji Marka Wiernika (tak, w połowie lat 80tych w radiu lecialy całe płyty!!!), w atmosferze plotek o skinheadach itp. Jest to jak dla mnie najlepsza płyta Oi!, klasyka i kult. Nie ma chyba słabych punktów, a każdy kawałek to hymn ulicy. Zespół, który miał wpływ także na wiele hardcore’owych załóg - Slapshot, Agnostic Front; ich cover nagrał nawet straight edge’owy Judge, co na początku lat 90-tych budziło niemałe zdziwienie u nas w kraju. 17 kawałków udowadniających, że Oi! nie musi kojarzyć się z wieśniactwem.
BLITZ MYSPACE BLITZ WWW BLITZ "Voice Of A Generation" ----------------------------------- VERBAL ABUSE “Just An American Band” 1983 (Fowl Records) Bardzo dobra płyta reprezentująca wczesny crossover (choć nie ma tu tyle metalu co na późniejszych produkcjach zespołu), jeszcze mocno osadzony w punk i HC. Zespół założony został w Texasie - stąd może słyszalne wpływy MDC, DRI czy nawet DEAD BOYS. Później przenieśli się do Californii, jak wiele innych tamtejszych zespołow. Ciekawostką może być fakt, że wynajmowali dom wspólnie z kolesiami z DICKS, DRI, MDC i… Harleyem Flanaganem z CRO-MAGS. Na tej pierwszej płycie na wokalu udziela się legendarny wokalista SICK PLEASURE - Nicki Sicki, potem zastapiony przez wokalistę CONDEMNED TO DEATH - Scotta Wilkinsa. Na późniejszych krążkach zaobserwować można wiele zmian składów, przez zespół przewinęli się ludzie związani z ATTITUDE ADJUSTMENT, CODE OF HONOR, ELECTRIC FRANKENSTEIN czy nawet późniejszy perkusista Machine Head, Testament - Chris Kontos. 12 szybkich, pełnych energii porywających numerów z nihilistycznymi raczej textami + ciekawy cover Greateful Dead „American Band”. Niedawno zespół znów się reaktywował więc może będzie szansa by zobaczyć ich w Europie.
VERBAL ABUSE MYSPACE VERBAL ABUSE "Just An American Band" LP -------------------------------- ADRENALIN O.D. “The Wacky Hi-Jinks Of” 1984 (Buy Our Records) Kwintesencja amerykańskiego ostrego, prostego trashowego (nie w sensie metalowym) hardcore punka. Takich kapel było wtedy wiele, w każdym stanie, mnóstwo takich płyt (często tylko singli), ale im udało się troche wybić i dziś należą do kanonu Reagan Era HC. Kilkanaście szybkich, zfuzzowanych czadów z niedbałym wokalem, bez wirtuozerii + często głupkowate texty np. o Godzilli. Jest w takiej muzyce jednak coś, czego dotąd nie udalo się podrobic żadnej polskiej kapeli. Amerykanie mają to chyba w genach. Warto jednak wspomnieć, że na pewno znali ta płytę kolesie z ID-a czy USTAWY O MŁODZIEŻY bo niektóre riffy z ich nagrań są dziwnie znajome i chyba jedynie oni (zwłaszcza ID we wczesnym okresie) najbardziej zbliżyli się właśnie do takiego typowego USA HC z polowy lat 80-tych. Jakiś kawałek Adrenalin OD grał zresztą zespół MYKKA 100 będący cover-projektem Petara i jego kolegów z UOM. Ten krążek to długogrający debiut załogi z New Jersey, ale ich pierwsze nagrania znalazły się na kultowej składance „New York Thrash” już w 1982r, potem jeszcze był kultowy singiel „Let’s Barbeque” z Jimem Fosterem na gitarze, który później założył ELECTRIC FRANKENSTEIN. Zespoł wydał jeszcze 2 fajne płyty by skończyć na dość smętnym rockowym albumie „Ishtar” w 1990r., który można było nabyć nawet w Polsce dzięki Metal Mind.
ADRENALIN OD MYSPACE ADRENALIN OD WWW ADRENALIN OD "The Wacky Hi-Jinx Of" LP ---------------------------------- BIG BLACK “Songs About Fucking” 1987 (Blast First) Dla niektórych ta płyta, w tym zestawieniu może być zaskoczeniem, ale jest to efekt słuchania przeze mnie w młodości muzyki nowofalowej, cold wave, post punk i gothic, których to gatunków (jak wiele osób w połowie lat 80tych) słuchałem równolegle do punk rocka. Te fascynacje takimi grupami jak Joy Division, Alen Sex Fiend, New Model Army, X-Mal Deutschland, The Cure, Opposition, wczesne Cocteau Twins i Dead Can Dance doprowadzily mnie do muzyki bardziej zbliżonej do HC/Punk jak właśnie Big Black, Sonic Youth, Killdozer, Swans, Head Of David, Butthole Surfers, Membranes czy Scratch Acid. Do dnia dzisiejszego uwielbiam te brzmienia. Płyta zawiera 14 kawałków z charakterystycznym post-hardcore’owym, szklistym i ostrym jak brzytwa brzmieneim gitary S.Albini znanego póżniej z Rapeman czy Shellac, odhumanizowanym i jakby beznamiętnym, a jednocześnie desperackim wokalem i monotonnym biciem automatu perkusyjnego. Cover Krafttwerk „The Model” to prawdziwa perełka. Klasyka noise rocka.
BIG BLACK MYSPACE BIG BLACK "Songs about Fucking" ---------------------------------------- KLAMYDIA “Älpee” 1989 (Free Animals) Byłoby bez sensu trochę opisywanie tutaj jakiejś płyty Ramones, których uwielbiam więc jako reprezentanta takiego grania przedstawiam fińską Klamydię. Bezpretensjonalny, totalnie melodyjny i chwytliwy punk rock w tradycji Ramones + szczypta Misfits, może tempo deczko bardziej hardcore’owe, ale jednak punk rock. To ich debiutancki duży krążek, który kupiłem lub zdobyłem jakoś przypadkowo. Płyta przez wiele lat była obowiązkowym elementem każdej imprezy u mnie na chacie obok „Forever Punk” KBO!, Operation Ivy czy jakiegoś Adicts, że o demówkach Celi Nr 3 nie wspomnę. 20 kawałków, które mimo, że zaśpiewane po fińsku, tak wpadają w ucho, że po 2-3 przesłuchaniach człowiek łapie się na tym, że podśpiewuje sobie jakieś bez sensu texty typu „Kuuban Miehet Suomessa”. Kocham to surowe brzmienie z pierwszej ich płyty. Zespół gra do dnia dzisiejszego i jest bardzo popularny w Finlandii i Niemczech, wydali do tej pory ze 20 krążków chyba. Nie słyszałem wszystkich, ale zawsze gdy jakaś wpadnie mi w ręce słucham kilkanaście razy. Relax. Ten ich styl ma nawet nazwę ramalama punk i mają wielu naśladowców, ale oni dla mnie są najważniejsi.
KLAMYDIA MYSPACE KLAMYDIA WWW ------------------------- SHEER TERROR - „Just Can’t Hate Enough” 1989 (Starving Missile Records) Tą płytę przywiózł z wycieczki do Berlina mój kolega Radym w 89r. chyba i wtedy usłyszałem ją po raz pierwszy, ale trochę czasu mi zajęło nim ją doceniłem. Kwintesencja hate core’a. Wspaniale połączony HC/Punk w średnim raczej tempie w klimatach POISON IDEA, NEGATIVE FX + metalowe gitary jakby żywcem wyjęte z Celtic Frost, podwójna stopa (co nie było jeszcze wtedy taką normą w HC), no i niesamowity brutalny wokal Paula Bearera - czysta nienawiść i agresja, negatywne texty... Chyba na każdym wywierają wrażenie pierwsze takty płyty czy text „Shut up punks!” rozpoczynający tytułowy utwór, monumentalny śpiew Paula w „Roses” czy „Burning Time”. Nigdy nie miałem wersji winylowej w ręku, ale dzięki temu moglem usłyszeć bonusy z singli znajdujące się na wersji CD - niezapomniany cover The Cure, zapowiadany „Robert Smiths sucks my dick!”. Zespół kultowy dla nowojorskiej sceny, kochany na całym świecie przez punków, hardcore’owców i skinheadów. Na pewno odcisnęli swe piętno na muzyce chociażby SFA, HATEBREED, AWKWARD THOUGHT, NRSV, BLOOD FOR BLOOD czy NEGLECT. Niedawno w końcu udalo mi się zobaczyć DVD „Beaten By The Fists Of God” zawierające między innymi wspanialy reunion show z 2004r. w nowojorskim CBGB, które polecam wszystkim chcącym zobaczyć na czym polega fenomen Sheer Terror. Paul Bearer ma nową kapelę JOE COFEE - niby fajna, ale to już nie ten klimat.
SHEER TERROR MYSPACE SHEER TERROR "Just Can't Hate Enough" CD ----------------------------------------- INTEGRITY - “Those Who Fear =Tomorrow” 1991 (Overkill Records) Ten zespół powinien znać każdy, kto słucha HC. Założony w 1989 w Cleveland, Ohio przez vocalistę Dwida i kumpli z kapel Die Hard i Confront na zawsze zmienił oblicze sceny. Nikt przed nimi w tak zajebisty sposób nie połączył metalu (tego najbardziej demonicznego i złowieszczego) z hardcore punkiem. Śmiało można powiedzieć, że to oni stworzyli new school i obecny metalcore. Gdzieś dawno temu wyczytałem w jakimś Maximum Rocknroll, że to zespół hardline i jakoś z rezerwą podszedłem do tej płyty, którą przytargał skądś wtedy mój młodszy brat Rafał. Ale ta płyta po prostu mnie zabiła, a oczywiście hardline okazał się kłamstwem i plotką. Wściekłość, szybkość, a zaraz potem przytłaczające zwolnienia, agresja, apokaliptyczne i demoniczne wokale, przeszywające szycie gitar, mocne hardcore’owe chórki. Muszę się pochwalić, że do jednego z wczesnych numerów „Pasażera” napisałem recenzję jednej z ich kolejnych, równie świetnych płyt „Humanity Is The Devil” i była to chyba pierwsza recenzja tego typu muzyki w tym szmatławcu. Zespół kilka razy nie dojechał do Polski na koncerty, ale w końcu 6-7 lat temu trafiłem na nich w Poznaniu. Zagrali świetny set z głównie starymi sprawdzonymi utworami, a Dwid okazał się bardzo sympatycznym gościem nie stroniącym od śląskiej wódy i zielska. Co ciekawsze, bez żadnych problemów udzielił mi licencji na wydanie wszystkich płyt Integrity na kasetach w Polsce - „I don’t care about Tony Brummel and Victory”. Niestety był to okres, gdy kasety jako nośnik powoli zdychały i zdążyłem wydać jedynie 2 tytuły - opisywany tutaj (ale w poszerzonej wersji, pod trochę innym tytulem) i wspomniany „Humanity…”. Ten krążek to kamień milowy w historii HC i bez niego być może nie powstałyby w latach 90-tych tak fajne hordy jak Liar, Congress, Fall Silent, Morning Again, Unbroken i tysiące innych. Płyta była wielokrotnie wznawiana przez różne wydawnictwa, pod różnymi tytułami i w różnych konfiguracjach - często z wieloma bonusami więc pora zaopatrzyć się w nią jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś/-aś.
INTEGRITY MYSPACE INTEGRITY "Those Who Fear Tomorrow" --------------------------------------- WHAT HAPPENS NEXT? - „Hollow Victory” 1999 (Not A Problem Records) Wiedziałem, że pokocham ta kapelę jeszcze zanim ją usłyszałem. W czasie gdy internet był jeszcze w powijakach (przynajmniej w Polsce) przeczytałem o nich w paru zachodnich zine’ach. Kapela w której udzielali się goście znani ze SPAZZ, CAPITAL CASUALTIES nie mogła być zła. Wszechobecny metal zdominował hardcore w tym czasie, a WHN? to był powiew świeżości, choć wyraźnie nawiązujący do ulubionego przeze mnie okresu w muzyce czyli połowy lat 80-tych. Niesamowicie energetyczny, porywający i żywiołowy hardcore thrash. Bez topornego metalu, bardzo chwytliwy i na swój sposób melodyjny, szybki czad ze świetnymi zwolnieniami, zmianami tempa, chórkami. Ten krążek jest krótki i zawiera jedynie 12 kawałków, w tym covery innych wspaniałych grup - GORILLA BISCUITS i IMPACT UNIT. Power violence już trochę się wypalał w tym czasie, a WHN? ze swą muzyką i etyką zabawy, przyjaźni, swoistej prostoty, podbudowany silnymi zasadami DIY natchnął tysiące kapel na świecie. No i ten image - bandany, koszule flanelowe, czapki z postawionym daszkiem…. Dziś zespoły thrash / fast core spotkać można na wszystkich kontynentach - nawet w Rudzie Śląskiej - AVARIA czy HAN SOLO. Ten krążek jest raczej nie do zdobycia za rozsądne pieniądze w orginalnej winylowej wersji, ale na szczęście wchodzi w skład łatwiej dostępnej płyty CD „The First Year”, wydanej w Polsce także na kasecie. Miałem niebywałą przyjemność widzieć kilka lat później WHN? na żywo w Brnie. Choć widziałem wcześniej setki koncertów, to wtedy pierwszy raz w życiu zobaczylem słynny wall of death i skaczącego perkusistę. WHN? nie istnieje, ale jego czlonkowie uwikłani są jak zawsze w inne kapele, z których najciekawszą wydaje się CONQUEST FOR DEATH.
Tym razem jedna z niewielu udanych prób grania w Polsce muzyki zbliżonej do noise rocka. W zasadzie oprócz pochodzącej z Jastrzębia grupy Kasaya i wrocławskich Wyznań Zbuntowanego, to chyba jedyny znany mi przedstawiciel takiego brudnego gitarowego grania, nawiązującego do Sonic Youth, The Ex, No Trend czy Butthole Surfers... Dopiero nieco później za sprawą Ewy Braun podobna muzyka znów wróciła do łask. O historii wałbrzyskiego Rain Nameless najlepiej opowiedzą oni sami:
"Wałbrzych, górnicze miasto położone u podnóża góry Chełmiec w kotlinie gór wałbrzyskich.W roku 1986 w dzielnicy Sobięcin słynącej powszechnie z wysokiej przestępczości i patologii społecznych, powstaje niezależna grupa garażowa pod nazwą „Nocny Wypad”. Moment ten można uznać za zalążek procesu ewolucji w wyniku którego po wielu protuberancjach słonecznych, perturbacjach społeczno – socjologiczno - historycznych uformował się ostateczny skład oraz styl muzyczny (brzmienie, przekaz mentalny, klimat) grupy Yspaddaden Penkawr.Ten pierwszy okres działalności nacechowany jestdużą nieregularnością o dbywanych prób oraz sporą płynnością składu, w brzmieniu grupy przejawia się wyraźna fascynacja muzyką industrialną, zimnofalową oraz typową dla „zbuntowanych środowisk punkowych” ideologią wyrażaną w tekstach. Powstają w tym okresie takie utwory jak „Ludzie dlaczego wierzycie w kutasa?”, „Świeca” czy „Musztra” oraz zagrany do muzyki amerykańskiej legendarnej grupy No Trend „Chodź pójdziemy przed siebie”. Od początku istnienia grupy działali w niej jej założyciele (obecni w dzisiejszym składzie jak i przez cały czas ewoluowania grupy) Artur Włodek i Jacobs Zinner (Gówno, Dżojno). W składzie pojawiali się w tym okresie, Pająk - perkusja, Jachu – perkusja. Podczas prób jako instrumentów używano przedmioty codziennego użytku oraz narzędzia i produkty przemysłowe (walizki, silniki elektryczne, baniaki na benzynę, różnego rodzaju blachy przemysłowe,). Gitary były wzmacniane starymi radiami lampowymi marki „Stern” i „Juvel”. Pod nazwą „Nocny Wypad” zespół dał tylko jeden koncert na pierwszej edycji wałbrzyskiego przeglądu „Śpiewać każdy może” organizowanego przez ówczesny dom spółdzielcy „Piaskowa Góra” . Grupa wystąpiła w składzie: Artur Włodek – gitara (często zakrwawiona – struny kaleczyły palce), na perkusji zagrał Pająk (perkusista który nie mógł zacząć jednak jak zaczął nie potrafił się zatrzymać w swej „wirtuozerii”), Markus (gitara basowa) i Jacobs Zinner (miał śpiewać ale się zacinał). Wewnętrzna cenzura domu spółdzielcy nie dopuściła do wykonania utworów takich jak „Ludzie dlaczego wierzycie w kutasa?” i „Świeca”. Podczas koncertu pojawiły się jednak utwory będące zapowiedzią znaczących zmian jakie miały zajść w twórczości zespołu. Zmianie uległa nazwa grupy na „Koklusz”. W składzie którego pojawił się nowy perkusista Cykuś, który staje się kolejnym stałym członkiem grupy po dzisiejszy dzień. W okresie działalności pod nazwą „Koklusz” obserwowalne jest wyraźne zmniejszenie wpływów muzyki industrialnej na brzmienie zespołu. Pod tą nazwą zespół występuje podczas drugiej edycji „Śpiewać każdy może” odbywającej się w roku 1988 w „Domu Kolejarza” na dzielnicy Podgórze. W składzie Artur, Cykuś, Markus, Jacobs. Wykonują utwory: „Tam gdzie muzyka”, „Kobiety”, „Głowa skrwawiona”, „Chodź pójdziemy przed siebie” oraz postindustrialnie brzmiącą wersję utworu grupy Pink Floyd „Set the controls for the heart of the sun”. Po tym koncercie grupa zostaje dostrzeżona w lokalnej prasie. Koncert był przyjęty ciepło przez publiczność i dodał energii grupie do dalszej działalności a także zmieniło się miejsce prób załatwione przez jednego z organizatorów koncertu, Qbę. Po krótkim nie mającym większego znaczenia i niezbyt udanym okresie w którym zespół przyjął nowego wokaliste, Milana Skrobicha (onaniste z Gorc) i zmienił nazwę na „Dzieci Specjalnej Troski” , dochodzi do jednego z najistotniejszych przełomów w działalności. Najważniejszym punktem było nowe miejsce prób wyposażone w sprzęt nagłaśniający i perkusje. Do zespołu dochodzi obecny po dziś dzień Wojtek (Niewiasta) grający na gitarze. Należy w tym momencie wspomnieć o Rafale Dąbrowskim, który był autorem większości nowych tekstów już w okresie grupy „Koklusz” oraz przyjacielem zespołu. W tamtym okresie wraz ze zmianą nazwy na Rain Nameless, kolejnej dużej przemianie ulega brzmienie grupy. Utwory stają się bardziej przestrzenne, dzięki wprowadzeniu efektu pogłosowego do gitary, klimat utworów staje się bardziej ulotny i tajemniczy. Wiele z nowych utworów nabiera typowo leśnego charakteru. Pierwszy koncert, jaki zespół zagrał pod nową nazwą miał miejsce w 1989 na cyklicznej imprezie organizowanej wówczas w Wałbrzychu pod nazwą „Rok pod Chełmcem” obok stałego składu wytąpił jako wokalista Markus. Na koncercie wykonano utwory „Tam gdzie muzyka”, „Uciekaj w mrok”, Głowa skrwawiona”, „Kobiety” oraz jeden ze straszych utworów „Chodź pójdziemy przed siebie”, a także cover grupy Rema Rema „Sprzężenie zwrotne”.
Surowe i mocno przesterowane brzmienie grupy wywołało mieszane uczucia wśród publiczności jak i ekipy technicznej obsługującej koncert (spalił się wzmacniacz basowy w wyniku oddziaływania nowej eksperymentalnej przystawki do basu). W tym samym roku grupa wystąpiła już bez Markusa na pierwszej edycji niezależnej imprezy „Bez syfu” organizowanej przez organizacje „MASA” na której czele stali Qba i Koza.
Koncert zakończył się pełnym sukcesem oraz nawiązaniem bliższych kontaktów umożliwiających korzystanie ze sprzętu nagłaśniającego i miejsca prób. W tym czasie zespół udziela wywiadu dla FanZina „Żaden” wydawanego przez Rafała „Qbę” Jakubowskiego. W międzyczasie próby przenoszą się na zaplecze muszli koncertowej w Szczawnie Zdroju, pojawia się też nowy wokalista Kowal, który na nieco dłużej wiąże się z działalnościa Rain Nameless. Następny koncert odbywa się w Rudzie Śłąskiej i śmiało można go uznać za jeden z najlepszych koncertów w tamtym okresie. Duża ilość sprzętu nagłaśniającego wraz z mikserem umożliwia zespołowi w 1989 nagranie pierwszej kasety demo zawierającej 8 utworów: „Tam gdzie muzyka”, „Uciekaj w mrok”, „Pamięć”, „My i ona”, „Zawieszony w próżni”, „Pochodnie”, „Obsesja”, „Głowa skrwawiona”, podczas owej sesji nagrano też numery: „Ludzie dlaczego wierzycie w kutasa” z Jacobsem na wokalu oraz „Sprzężenie zwrotne” efemerycznej grupy Rema Rema. Kaseta zostaje wydana prze Qbę z okładką jego pomysłu ze zdjęciem wykonanym przez Marka Nowickiego (Markusa) przedstawiającym ówczesny wygląd grupy.
Jako zakończenie oficjalnej działalności grupy pod nazwą Rain Nameless można uznać kameralny koncert w miesjcu prób w Szczawnie Zdroju. Zawieszenie działalności wiązało się bardziej z brakiem miejsca na odbywanie próby, niż z chęcią rozwiązania zespołu. Na szczęście na początku 1990 roku pojawia się możliwość kontynuowania prób dzięki uprzejmości baru prowadzonego przez sekte Hare Kryszna „Govinda”. W czasie tych prób brzmienie zespołu zostaje wzbogacone o instrumenty klawiszowe i powstaje utwór „Za dziesiątym kręgiem”, co jest zapowiedzią rychłej zmiany nazwy na Yspaddaden Penkawr. Następnie próby przenoszą się na krótki okres czasu do Miejskiego Domu Kultury, powstaje tam utwór „Fałszywy porządek” a w wyniku głosowania zostaje ostatecznie przyjęta nazwa Yspaddaden Penkawr. Współpraca z MDK-iem nie układała się pomyślnie ze względu na usiłowanie wciśnięcia zespołowi instruktora popeliny co wzbudzało salwy śmiechu w kręgach grupy0 i ostateczne wypięcie tyłka na całą instytucje. W okolicach Wałbrzycha poza rejonami kotliny wałbrzyskiej u podnóża Trójgarbu mieści się zabita dechami osada Witków Śląski posiadająca własny Dom Kultury. Jest to idealne miejsce na kontynuowanie prób i powstawanie nowych leśno-kosmicznych kompozycji, silnie inspirowanych wspaniałą naturą grzybowych łąk i lasów bujnie porastających okoliczne wzgórza oraz pięknym nocnym niebem i zjawiskami, które się na nim odbywają. W miejscach takich jak to idealna energia kosmiczna oddziaływuje szczególnie mocno i jest wyjątkowo łatwa do percepcji. Prace nad utworami przebiegają rewelacyjnie, powstają między innymi: „Dwa tysiące lat”, „Wierzba”, „VOX”, „Księżycowy”, „Nocne cienie”,”Janek”, klaruje się też ostateczna wersja jednego ze sztandarowych utworów „Głowa skrwawiona” w wersji trzydziestominutowej. Na początku 1991 roku zespół zostaje zaproszony na „Art. Zine Galerry” w Zielonej Górze gdzie po raz pierwszy publicznie prezentuje swój nowy materiał pod nową nazwą. W składzie zespołu wystąpili wszyscy stali członkowie tworzący trzon grupy brakowało jedynie wokalisty, którego starał się zastępować Artur, natomiast w utworze „Za dziesiątym kręgiem” na basie gościnnie wystąpił Chemik zastępujący Jacobsa grającego w tym czasie na klawiszach. Rok 1991 przyniósł także nietypowy koncert (bez perkusji i wokalu) podczas „Festiwalu Sztuk” odbywającego się w Szczawnie Zdroju. Zespół zagrał wieczorem na tarasie pijalni wód mineralnych a muzyka była ilustracją do przedstawienia światłodźwiękowego i była to instrumentalna wersja utworu „Pochodnie” z czasów Rain Nameless. W tym samym roku do zespołu nowy wokalista, Spaniel. W marcu 1992 roku zespołowi udaje się nagrać większość nowego materiału podczas jednodniowej sesji w Domu Kultury w Starych Bogaczowicach, w wymiarze realizacji dźwięku materiał pozostawia wiele do życzenia, ważne jest jednak to, że udało się go nagrać gdyż niedługo później zespół na długie lata zawiesza z różnych przyczyn działalność. Podczas przypadkowych spotkań członków zespołu w przeciągu tego okresu często wspominało się o możliwości reaktywowania grupy, jednak najczęściej kończyło się na gadaninie, a perturbacje życiowe poszczególnych osób skutecznie uniemożliwiały zejście się składu. To, co ich łączy to odbywane reguralnie święta leśne oraz zamiłowanie do grania i dawnego repertuaru i to także sprawiło, że w końcu na jesieni roku 2002 zespół wznawia swoją działalność, mało tego..., jest to skład jak najbardziej pierwotny, powiększony o nowego basistę (zresztą bardzo dobrego przyjaciela zespołu od dawien dawna) Rafała. W chwili obecnej próby odbywają się w studiu u Janka na ulicy Ogrodowej, gdzie zespół ma dobre warunki do pracy nad swoim materiałem. Siły światła i ciemności są z nimi."
Powyższy text pochodzi ze strony zespołu YSPADDADEN PENKAWR, będącego kontynuacją Rain Nameless, niestety ostatnia aktualizacja na stronie pochodzi sprzed kilku lat więc nie wiem czy zespół nadal egzystuje.....
Znałem trochę kolesi z Wałbrzycha, którzy prowadzili BIS Tapes (BIS - Bzdurna Ideologia Sznurówek) i wydawali zine'a "Żaden" (numerowany był bez sensu i nie po kolei) - Qbę i Kozę i tak jakoś wyszło, że zaprosili oni na koncert do Wałbrzycha 2 kapele od nas - Palce Ireny i Depresję - to była niezła wyprawa, załoga na Halembie była wtedy dość spora, ale jak pokazał czas bardzo krucha... Niedługo potem (listopad 1989r.) razem z chłopakami z Palców Ireny robiliśmy koncert w Rudzie więc w rewanżu zaprosiliśmy Rain Nameless właśnie. A może było na odwrót? Poniżej plakat z tej imprezy - wersja robocza bo dyrektor szkoły, w której koncert miał się odbyć dostał konwulsji gdy zobaczył, że ma zagrać zespół z.... Sosnowca i w końcu plakaty były jakieś inne... Zabawne, ale uważał, że wybuchną jakieś zamieszki bo ludzie z Sosnowca mają to we krwi. Na nic zdały się tłumaczenia, że Brudne Dzieci Sida to jeden koleś, który gra na pudle. Do dziś, gdy spojrzę na ten plakat to wyobrażam sobie Patyczaka siejącego postrach...
Pamiętam, że wszystkich zadziwił koleś - perkusista RN, a właściwie dziecko grające na perkusji - hm, nie wiem ile mógł mieć lat - na oko ze 12... Poniżej zdjęcia z tego gigu.
Posłuchajcie tej kasety, choć tylko 8 kawałków - jest dość długa. "Sprzężenie zwrotne" to cover bardzo fajnej, zapomnianej grupy z 4AD - Rema Rema. Mój egzemplarz tej taśmy ma nr 055. Nie wiem ile mogło się ich ukazać... 100-150? Parę lat później BIS przekształcił się w Arlekin Tapes, drogi Qby i Kozy trochę się chyba rozeszły. Qba jeszcze kilka lat temu wydawał jakieś zine'y/pisma o treści artystyczno-społeczno-filozoficznej, a Koza współtworzył dość znaną wytwórnię Arlekin & Rovers, a potem słynnego Arle-zina. Na dzień dzisiejszy wszystkie te inicjatywy chyba zdechły i w Wałbrzychu pewnie nic się nie dzieje prócz okazjonalnych gigów Defektu Mózgu (Siwy! Pozdrawiam).
Na zakończenie jeszcze "wywiad" z Rain Nameless z "Żadnego" #1622 (zima 89/90):
Większość zdjęć autorstwa chyba Qby, część ze strony www zespołu.
A tak prezentowali się w 2003r. po reaktywacji: Tracklista: 1. Tam gdzie muzyka
Jeśli ktoś nie słyszał nigdy Liberum Veto to chyba przespał lata 90-te lub zaczął swoją przygodę z punk rockiem dopiero niedawno. Zespół powstał w październiku 1992r. w Głubczycach (rejony Opola i Kędzierzyna Koźla, ale nie aż tak daleko od GOP-u). Prezentowane tu nagrania pochodzą z kasety, którą dał mi "lider" zespołu Mulek po paru miesiącach prób, gdy zespół nie grał chyba jeszcze koncertów. Chyba nikt do dnia dzisiejszego nie słyszał tej demówki....
Mulka znałem już wcześniej z gliwickich giełd płytowych, gdzie widywaliśmy sie praktycznie co miesiąc od ok. 1989r. - czasem coś tam wymienialiśmy itp. choć on był bardziej zainteresowany różnymi odjazdami, nową falą itp. Grupa powstała na bazie kilku lokalnych kapel - Ciupagi Apokalipsy, Fakols, St. Patrick, a jak okazało sie po wielu latach, widziałem pierwszą kapelę Mulka - Czerwone Fujary już chyba w 1988r. w katowickim "Akancie", gdy grali przed Moskwą. Napierdalali tak, że niektórzy myśleli, że to już Moskwa...
By the way - Moskwa wtedy to był wspaniały zespół na żywo - Guma na łyso, Malejonek z irokezem, czad i agresja, wściekłość i żywioł. Dwa lata temu graliśmy z Moskwą w Zawierciu i muszę niestety stwierdzić, że tego trupa wypadałoby w końcu dobić bo niszczenie własnego dorobku i legendy to chujowa opcja.
Liberum Veto stało się dość znane po Jarocinie - obok Smaru SW i Włochatego jedyny punkowy akcent tego zdychającego w konwulsjach festynu. Wszyscy słyszeli o zadymach itd. Po Jarocinie za pieniądze z Silvertonu, zespół nagrał materiał w Złotej Skale i wydał go samodzielnie pt. "Wolny. Nie pozwalam". Gdy pierwszy nakład został wyczerpany wznowiłem go szybko w Enigmatic, a potem jeszcze wydałem kolejny materiał "Naćpany nudą" i chyba w 1998 obydwa na jednym CD (nakład wyczerpany, parę sztuk może jeszce jest w NNNW lub Pasażerze) i potem jeszcze ostatnią kasetę nagraną przez Maćka Mularczyka w słynnym "Mamut" studio - "Zbrodnia przeciwko świętemu dziełu stworzenia". Ostatni materiał był nieco inny - zawierał sporo dość experymentalnych motywów - jakieś walenie w blachy itd. W tym też kierunku poszły ich coraz rzadsze występy na żywo. Jeden z ostatnich, jeśli nie ostatni koncert zagrali na organizowanym przeze mnie gigu w chorzowskiej "Alergii" - 5-6 lat temu. LV nigdy nie przykładało niestety większej wagi do samopromocji, nie zabiegali o koncerty, nie chcieli by im zrobić koszulki itp. To pewnie między innymi spowodowało, że chyba się wypalili i zniechęcili trochę. Doszły do tego życiowe problemy typowe dla starszych punków jak praca, rodzina. Szkoda, może jeszcze kiedyś zbiorą się na jakiś okazjonalny chociaż gig. Poniżej próbka ich żywiołowych występów, zapis pochodzi z Leska w 1995r.:
Skład w jakim nagrano to demo:
Mulek - gitara, wokal
Einsztajn - wokal
Kiler - bass
Jasiu - gitara
Giziu - perkusja
Skład potem się zmieniał parę razy, bywało że grywali w trójkę. W pewnym momencie odszedł Einsztajn - zmuszony do ukrywania się przed wojskiem, z tego co pamiętam. Einsztajn byłl znaną i lubianą postacią - jednym z "Biało-Czerwonych", słynnej dolnośląskiej załogi znanej z walk z naziolami i tępienia klejarzy. Dodam jeszcze, że Mulek tworzył znanego nowofalowego zine'a "Dark Zone", a potem "Apostazja", do tej pory prowadzi dystrybucję płyt z takich klimatów tzn. ambient / dark wave / ebm / goth / synth etc.
Przed Wami 10 kawałków LV w pierwotnych, surowych wersjach. Punk rock, któremu dość blisko do zaangażowanych angielskich kapel z połowy lat 80-tych; mi zawsze kojarzy się trochę z Potential Threat, Political Asylum, Instigators, Conflict, Toxic Ephex, Cowboy Killers itp. Wiele osób nazywało ich śląskim Włochatym, co wydaje mi się nie na miejscu bo mieli własne oblicze muzyczne, ich utwory mają normalną, raczej "piosenkową" strukturę, a w textach nie ma tej całej nudnej włochatej pompatyczności. W kontekście ostatnich "przedstawień" jakie serwuje nam Włochaty - Liberum Veto wydaje się o wiele ciekawszą grupą.
To zdjęcie powyżej pochodzi z katowickiego "Mega Clubu", a na samej górze fotka z Wrocławia - 27.05.1995r.
Tracklista:
1. Do prostego człowieka (text Julian Tuwim)
Flame Of God był jedną z pierwszych polskich kapel vegan hardcore straight edge grających new school / metalcore; sympatyczne chłopaki, więc warto ich przypomnieć... Pochodzili z Ostrzeszowa w Wielkopolsce i jeśli nic mi się pod kopułą nie pogięło, to przynajmniej część z nich grała wcześniej w punkowej kapeli Sen Senatora - pomagałem im kopiować kasety w Silvertonie - gdzieś leży ta taśma więc może i kiedyś na nią też przyjdzie pora.
To był w Wlkp. czas zespołów takich jak Awake, Pure i Respect (hm, może już nie istnieli wtedy...) grał też Sunrise, Agni Hotra, startował Counterweight itd. Jak wszyscy pamiętamy dominował wtedy kult Earth Crisis, Snapcase, potem doszły Morning Again, Congress itd. Taka też jest muzyka na tym krótkim demo. Chłopaki nagrali to mając po paręnaście lat i muszę stwierdzić, że po tych prawie 15 latach przemawia to do mnie bardziej niż wtedy - może to zmęczenie organizmu smętnym i wtórnym, obecnym metalcore'm który ma wielu przedstawicieli u nas w kraju, a większość z nich to niestety mentalni metalowcy, związani ze sceną HC chyba tylko dlatego, że to jedyny sposób na ich egzystencję i koncerty. Zdecydowanie wolę ten surowy, pierwotny sound pełen młodzieńczej wściekłości i buntu.
FOG istniał bodajże do 2003/2004 roku; chyba nie grali za dużo koncertów, a jeśli już to większość lokalnie lub na Śląsku - w Rudzie, Katowicach - grali tu kilka razy i ludzie raczej dobrze ich przyjmowali. Pamiętam, że mieli wydać płytę w "osławionym" Project X Records (podobnie jak Agni Hotra), prowadzonym przez niezapomnianego Jukeja. Niestety Jukej jakoś zniknął, jak to miewał czasem w zwyczaju (widuje się go czasem podobno nad morzem, gdzie zajmuje się handlem obwoźnym, cokolwiek to znaczy) i po jakimś czasie chłopaki musieli sami wydać ten materiał, pod szyldem Slave Records. Płyta pt. "...In The Name Of Love" ukazała się na proCDR w 2002 (?) roku chyba. Niestety, jak to zazwyczaj bywa, gdy zespoły wydają sobie same płyty, było raczej kiepsko z dystrybucją więc ten krążek dzisiaj też jest rarytasem, prawie takim jak to demo. Nie sądzę by nakład tej kasety był większy niż 100-150 sztuk.
Po rozpadzie FOG istniał jakiś czas projekt o nazwie Within Cry, padł po paru koncertach. A ostatnie wieści jakie do mnie dotarły, sprzed 2-3 lat były takie, że chłopaki coś tam rzeźbią i wkrótce wyrzeźbią. Czego im życzę.
Połowa lat 80-tych to był okres kiedy wiele osób prócz punkowych czadów słuchało także nowej fali, zimnej fali i muzyki alternatywnej. Normalne było, że ktoś na jednej kasecie miał Dead Kennedys obok Cocteau Twins, a na koncercie grały razem Brzytwa Ojca i Garaż w Leeds (nie pamiętam czy był konkretnie taki koncert, ale bardzo możliwe). Ja również słuchałem sporo takiej muzyki - Joy Division, The Cure, Wolfgang Press, Opposition, Alien Sex Fiend, New Model Army, X-Mal Deutschland, Spear Of Destiny itp. oraz rzeczy bardziej związanych ze sceną HC/Punk (o czym wtedy rzecz jasna nie wiedziałem, bo w Polsce nie było takiej sceny w dzisiejszym rozumieniu) - The Ex, Big Black, Butthole Surfers, Savage Republic, Swans, Sonic Youth, Membranes. Jakoś tak wyszło, że w technikum poznałem Darka (Wihra). Osoby słuchające nieco innej muzyki coś przyciągało do siebie. Chodziłem do takiej budy, gdzie trudno było raczej o ludzi słuchających punk rocka. ŚLTZN w Katowicach, jeśli to coś komuś mówi. Wszyscy w granatowych garniturach, niebieskich koszulach i krawatach. Jeśli ktoś nosił podwinięte spodnie, szelki czy koszulę flanelową to rzucał się w oczy (czasem też bywał nie wpuszczany do szkoły z tego powodu). W zasadzie to jedynie parę osób u mnie w klasie było w klimacie + kilka pojedynczych osobników w innych klasach np. niejaki Zając grający w Garażu W Leeds czy starszy ode mnie o rok Wiher. Z Wihrem chodziliśmy czasem razem na koncerty - Kult, Moskwa, Ultravox, KSU - nie pamietam dokładnie. Mieszkaliśmy w tym samym mieście i Wiher, jak sie okazało miał też swoją nowofalową kapelę - Jesienną Nocą. Skończyliśmy szkołę, ale nadal utrzymywaliśmy kontakty. Pamietam, że swego czasu chcieliśmy wraz z grupą znajomych przejąć od miasta, na użytek "punkowy", jeden z wielu bunkrów znajdujących się w Rudzie Śląskiej. Chyba nawet była zgoda na to, ale wtedy problemem dla nas nie do przeskoczenia była kwestia pociągnięcia prądu do tego bunkra. W 1988r. wydałem pod szyldem Enigmatic pierwszą kasetę - składankę "To Polska właśnie" (podobno na Allegro poszła niedawno za prawie 5 dych!!!) - siłą rzeczy znalazły sie tam m.in. nagrania 2 kapel Wihra - Remedium i wspomnianego Jesienną Nocą.
Darek zawsze gustował w klimatach bardziej mrocznych, ale myślę, że trochę może pod moim wpływem, zaraził się noise'em i kolejny jego projekt już z początku lat 90-tych - Black And Shadows, był mocno inspirowany jazgotem po linii Big Black. BAS to był projekt Wihra i jego dziewczyny, a później żony - Romy. Ówczesna scena HC/Punk była chyba dużo bardziej otwarta na różnorodność i zespół Darka szybko spotkał się z pozytywnymi reakcjami, zaczęli grać sporo koncertów, zagrali trasę z bardzo fajną szwajcarską grupą Jay Walker (chyba nadal można tanio kupić ich zajebisty LP w NNNW). Wiher dał mi do przesłuchania zarejestrowany koncert BAS z Gryfina, który wydał mi się na tyle ciekawy, że postanowiłem go wydać. Był to już schyłek kaset z wkładkami na xero, więc ukazało się tych taśm 150-200szt. Niedługo później ukazała się też studyjna kaseta BAS - "Poszukaj swojego cienia", wydana przez szczecińskie ARP (Akademickie Radio Pomorze). Materiał z grubsza ten sam, ale moim zdaniem nagrania live są ostrzejsze i lepiej oddają brzmienie zespołu.
Ja całkowicie pogrążyłem się w swoich sprawach i nasza przyjaźń niestety stawała się coraz bardziej ulotna. Pamiętam jeszcze, że Darek przygotował mi do druku okładkę / książeczkę / wkładkę do płyty Cymeona X "Free Your Mind Free Your Body"; cóż, gdyby nie On, to prawdopodobnie płyta ta, wydana z okładką przygotowaną własnoręcznie przez zespół, byłaby chyba najgorzej wydaną płytą straight edge na świecie. Jako, że komputery wtedy nie były w powszechnym użyciu, a Wiher miał dostęp do kompa w pracy, szybko skumplował się z innym mym kolegą - Mulkiem z głubczyckiego Liberum Veto i razem przez jakiś czas wydawali nowofalowego fanzine'a "Dark Zone". Potem jakoś nasze drogi się rozeszły.
Postanowiłem po tych kilkunastu latach skontaktować się z Darkiem i poprosić Go by odpowiedział na kilka pytań.
> 1. Pierwsze tradycyjne pytanie - czy byłeś w Jarocinie? Jeśli tak, to może masz jakieś ciekawe wspomnienia, może jakis wykonawca wywarł na Tobie większe wrażenie?Tak, w Jarocinie byłem parę razy, a po raz pierwszy w 1985r. Jarocin to było wyjątkowe miejsce, gdzie czułem niezależność i braterstwo, a muzyka przede wszystkim łączyła. Najczęściej przebywałem przed małą sceną, bo tam działy się najciekawsze dźwięki, chociaż dzisiaj trudno przypomnieć sobie te wszystkie nazwy... może Karcer, może Ivo Partizan, Variete, Kafel... Pamiętam również spotkanie na dworcu z Mizernym z 1984, gdy można było spokojnie porozmawiać, jak człowiek z człowiekiem...
> 2. Jak to się stało, że zainteresowałeś się inną muzyką niż rówieśnicy?
Dzisiaj to niektórych może dziwić, ale dostęp do muzyki był nie łatwy i tak naprawdę to pierwsze "inne" dźwięki usłyszałem w Trójce, w audycjach Kaczkowskiego i Beksińskiego. A do "nowej fali" zachęciła mnie Republika, bo to ich pierwsza płyta wzbudziła mój zachwyt i chęć poznania, co to właściwie jest ta "nowa fala". Dzięki Beksińskiemu poznałem The Cure, Sisters of Mercy czy wreszcie Joy Division i Bauhaus, a w "Mini Maxie" Kaczkowskiego poznałem Big Black.
> 3. Przed Black And Shadows miałeś takie projekty jak Remedium i Jesienną Nocą, gdy mieszkałeś jeszcze w Rudzie. Napisz o nich trochę więcej. Zagraliście jakieś koncerty?Zaskakujesz mnie Fakir swoją pamięcią :) Remedium to był taki pierwszy twór, początkowo bardziej oparty na chęciach niż możliwościach, ale to był początek, który zrodził się w głowach dwóch szkolnych kolegów: Anglika i vihra... Jednak dążenia tych dwóch doprowadziły w końcu do tego, że Remedium miało nawet parę prób w technikum na Halembie, a jedyne"publiczne" objawienie nastąpiło podczas jakiegoś przesłuchania przed komisją, która kwalifikowała do występów na jakiejś kulturalnej imprezie (oczywiście nasza "twórczość" nie spodobała się). Z Anglikiem stworzyliśmy parę różnych formacji, od Remedium zaczynając, poprzez Jesienną Nocą, Psychero, The Mist, a na Obsesion kończąc, gdyż w BAS już Anglika nie było, lecz przez jakiś czas funkcjonował jeszcze Jego tekst pt."Romantyczność". Co do koncertów, to właściwie dopiero The Mist pojawiło się przed szerszą publicznością na przeglądzie zespołów garażowych w Goduli, w październiku roku 1989. The Mist, czyli czterech kolesi: Rafał z Zabrza - gitara i wokal, Romek z Halemby - gitara, Anglik (Wirek) - bas i viher (Wirek) - klawisz marki "Student" i obsługa automatu perkusyjnego. The Mist było mocno przesiąknięte The Cure :) Dużo się wtedy działo i w muzyce i w kwestiach personalnych... szkoda liter na opisywanie tego wszystkiego. Szkoda, że muzyka nie może powiedzieć sama za siebie, ale właściwie nic konkretnego z tych czasów nie pozostało (choć koncert The Mist z Goduli, gdzieś może jeszcze na taśmie magnetycznej leży:)
> 4. Jak doszlo do powstania BAS?
Nie było by BAS, gdyby nie The Mist i ten przegląd w Goduli i zespół IF z Bytomia... splotło się, a może nawet splątało wiele ścieżek, ale nie wszystko można opisać; tyle, że pierwszy skład BAS to: Roma - bas i wokal, Czarny - wokal oraz posiadacz super automatu perkusyjnego marki Yamaha - Rafał (z The Mist) - gitara i wokal oraz viher - klawisz marki Casio:) Pierwsze dźwięki BAS to nadal jakby pływanie w klimatach the Cure, ale tylko do pierwszego koncertu w Ełku (11.1990). Potem BAS już był taki jak na kasecie z koncertu w Choszcznie, czyli tylko bas, gitara i automat perk.
> 5. Wydaje mi się, że BAS w równej mierze inspirowany był tradycyjnym mrocznym nowofalowo-gotyckim brzmieniem, co noise/post hardcore w klimacie np. Big Black. Czy zgodzisz się ze mną i jak doszło do takiej "metamorfozy" biorąc pod uwagę wcześniejsze zimnofalowe projekty...
Big Black to bardzo ważny zespół w historii BAS, jak również Alien SexFiend czy Sisters of Mercy. Początkowo bardzo chciałem, aby w mojej muzyce były klawisze, jednakże nikt oprócz mnie, nie chciał na nich operować, a mnie podczas koncertów taka klawiszologia nudziła. Poza tym ciągnęło mnie do bardziej ekspresyjnej, chociaż klimatycznej muzyki. Tak, Big Black to był punkt wyjścia nowego oblicza BAS, a potem szliśmy dalej w stronę czegoś w stylu Head of David czy nawet Godflesh.
> 6. Z tego co pamiętam zagraliście 2 trasy - ze szwajcarskim Jay Walker i chyba francuskim LV3S(?). Powiedz coś wiecej o tym.
W tamtym okresie przede wszystkim żyłem muzyką i trudno mi dzisiaj przypomnieć sobie wszystkie daty i fakty. Środowisko było bardzo otwarte i zapalone do działania, organizowania i zapraszania zespołów z zagranicy. BAS pewnego razu grał na jakimś przeglądzie w Białymstoku i tam ktoś (Wilk?) nas zauważył i zaproponował granie przed Jay Walkerem, może też dlatego, że wtedy graliśmy w takim rozszerzonym składzie, gdzie na drugiej gitarze grał Zibi z zabrzańskiego Gieroja i całość brzmiała bardzo rzężąco niczym Sonic Youth... To podczas trasy z Jay Walkerem nagrany został materiał w Choszcznie. Burzliwy był to okres i nawet nie pamiętam jak doszło to wspólnej trasyz LV3S, lecz pamiętam, że wiele zespołów z Francji, Holandii i Belgii grało wtedy w Polsce i ciągle się coś działo... Dużo muzyki było wydawanej w taki sposób, jak robił to Enigmatic - bez dużych nakładów, bez chęci zysku. Tylko po to, by muzyka się rozprzestrzeniała... Trudno mi o tym pisać, bo to przeszłość, o której w pewnym momencie musiałem zapomnieć...
> 7. Pamiętam, że na przełomie lat 80-tych i 90-tych bywałeś od czasu do czasu na koncertach HC/Punk. Czy miało to jakiś wplyw na dokonania BAS? Słuchasz czasem jeszcze takiej ostrzejszej muzyki?
Zawsze byłem otwarty na każde dźwięki, przynajmniej po to, by poznać i spróbować odczuć cokolwiek pozytywnego. HC/Punk przyciągał nie tylko muzycznie, ale również ideologicznie, z powodu nie banalnych tekstów, czyli tzw."przesłania". Wszystko czego słuchałem miało jakiś wpływ na to, co potem tworzyłem. Nadal lubię posłuchać różnorodnej muzyki, ale raczej wracam do "sprawdzonych" wykonawców.
> 8. W latach 90-tych podjąłeś współpracę z Mulkiem z Liberum Veto przy tworzeniu nowofalowego zine'a "Dark Zone". Jak do tego doszło i dlaczego ten zine dość szybko zniknął ze sceny?
W "Dark Zone" właściwie zajmowałem się przede wszystkim stroną edytorską, miałem dostęp do kompa i drukarki. Nie pamiętam jak doszło do naszej współpracy, ale jak już wcześniej pisałem, wtedy dużo się działo i wielu ludzi się spotykało. A zine był raczej zimno- i mrocznofalowy, gotycki i z mojej strony współpraca urwała się, gdy rozpadł się BAS, gdy rozpadło się wiele różnych ważnych spraw...
> 9. Skomentuj krótko te nagrania Live z kasety, którą kiedyś wydałem -usłyszłeś je teraz chyba pierwszy raz od kilkunastu lat...
Tak, dawno nie słyszałem tego materiału. Po pierwsze to jest odtwarzany na zbyt szybkich obrotach :) Widocznie magnetofon, na którym było nagrywane, miał słabe baterie :) Osobiście trudno mi oceniać własne dźwięki... nadal na mnie działa to pozytywnie. Krótko: to był bardzo dobry projekt, ale w życiu różnie się krzyżują i plączą ludzkie ścieżki... BAS był bardzo ważny, ale ja byłem zbyt głupi, żeby to docenić.
> 10. Właściwie nie wiem kiedy i dlaczego BAS zakończył działalność choć wyglądało, że wszystko zmierza w dobrym kierunku i w końcu będziecie mogli zaistnieć nieco szerzej. Rozjaśnij trochę tę mroczną historię.
Tej historii nie da się rozjaśnić.
> 11. Wspominałeś, że parę lat temu powróciliście na krótko z innym projektem. Co to było?Był projekt mrokomotiv, ale to już bardziej taki elektro- mrocznofalowy (darkwave'owy) twór, tyle że na basie grała Roma. Zawsze lubiłem automaty perkusyjne, ale bas chciałem aby był żywy. mrokomotiv nie przetrwał, bo pojawiły się kolejne mroczne komplikacje... i tu znowu nie można nic rozjaśnić.
> 12. Jakiej muzyki teraz słuchasz? Możesz polecić coś ciekawego? Śledzisz to co się dzieje na polskiej scenie? Czy zauważyłeś powrót zainteresowania muzyką gotycką na fali zainteresowania death rockiem, horrorpunkiem? Jak to widzisz?
Słucham bardzo różnej muzyki, ale bardziej klimatycznej niż hałaśliwej (znaczy noise'owej). Szukam w przeszłości, bo wtedy powstało tyle dobrych dźwięków i dzisiaj chyba mamy do czynienia tylko z kolejnymi miksami. W przeszłości, ale tej naszej, czyli w latach 80 i 90, czyli właściwie całej tej post-punkowej fali. Zatem nie za bardzo wiem co dzieje się na "polskiej scenie". Osobiście chyba wolę zimno (cold) i mrok (dark), niż gotyk, który jak dla mnie jest zbyt teatralny (pozerski). Wolę minimalizm - taki był BAS.
> 13. Czy macie może w planach jakąś reaktywację lub nowy projekt?
Planów brak.
> 14. Chcesz coś dodać?
Zdziwiony jestem, że ktoś pamięta jeszcze o tamtych czasach i tamtych dźwiękach, w obliczu dzisiejszego natłoku dźwięków, bitów, znaczy MegaBitów, czy też Bajtów, gdzie w całym tych chaosie nie tylko łatwo zgubić pamięć o melodii, ale równie łatwo jest zgubić własną tożsamość. BAS korzystał z technologii, ale przede wszystkim dla rytmu, który w samej rzeczy jest jak czas, czyli równe taktowanie. To nie jedyny element muzyki, ale dobra podstawa.. a reszta to powinien być żywioł, czyli emocje, uczucie... człowieczeństwo.
----------------------------
Tyle wywiadu - dziękuję ogromnie Darkowi za poświęcenie mi (i Wam w sumie) czasu, a teraz możecie posłuchać:
Znalazłem też w sieci materiał studyjny BAS - "Poszukaj swojego cienia", więc przy okazji możecie łyknąć i to:
BAS "Poszukaj swojego cienia" DOWNLOAD
Na koniec jeszcze wywiad z BAS, jaki znalazłem w starym zinie z Ełku "Ojo De Dios" #1 z chyba 1992r. Gdyby gdzieś ktoś przypadkiem miał zdjęcia BAS czy plakaty z koncertów, to wiecie jak mnie znaleźć...
Właśnie przeczytałem "30 dni Pompei" Szymona Wątorka. Kiedyś zastanawiało mnie o czym mogą pisać np. Henry Rollins czy Kurt Brecht; teraz osoba, którą znam - kumpel - wydała prawdziwą normalną książkę, takie czasy fajne. Polecam książkę osobom lubiącym akcenty punkowe w literaturze, twórczość Bukowskiego etc. Szymon gra w kapeli Last Believer, a wcześniej udzielał się w Huge i Cries Of The Tormented, jest też adminem na największym polskim forum HC/Punk.
Jeśli jesteś z zespołu i nie chcesz by Wasze nagrania były tutaj zamieszczone daj znać, a zostaną usunięte. Proszę jednak o konkrety, a nie anonimowe wpisy od nie wiadomo kogo. Nie realizuję żadnych próśb zwłaszcza dotyczących pozycji, które bez wiekszego problemu można kupić czy też znaleźć w internecie. Używanie wyszukiwarki nie boli. Jeśli wydaje Ci się, że posiadasz jakieś nagrania warte zaprezentowania, przypomnienia skontaktuj się ze mną. Jeśli grasz w kapeli i chciałbyś wysłać płytę/kasetę do recenzji na tym blogu pisz śmiało. Nie obiecuję, że będzie pozytywna - na pewno szczera. Zobacz moją playlistę, by wiedzieć czego lubie słuchać...
PLAYLISTA
Nie żyj przeszłością, posłuchaj nowych dobrych płyt... Ja ostatnio słucham: